Dziś będzie troche z innej beczki, bardziej refleksyjnie i życiowo. Nie tak dawno, nie mogąc zasnać w nocy, zastanawiałam się nad tym jak zmieniło się moje życie po wyjeździe do UK. Czy bardziej na dobre, czy też bardziej na złe? Po dwuletnim pobycie w UK chyba przyszła pora na mały rachunek sumienia :)
A ponieważ mam wewnątrzną potrzebę przejrzystości i uporządkowania to powrzucałam swoje myśli do nastepujących myślowych szufladek:
1. kulturowo-socjalnie
tu zauważyłam u siebie parę rzeczy - mam szersze (liberalne?) spojrzenie na pewne rzeczy (co nie znaczy, ze akceptuję dewiacje) , nie oceniam ludzi, nie krytykuję i powstrzymuję sie od zbędnej krytyki. Nie daję komuś nieproszonych "dobry rad" jakie otrzymuje sie na codzien w naszych rodzinach. No bo przecież czyjś ubiór czy wyglad to nie moja sprawa. Staram sie zrozumiec czyjś punkt widzenia w oparciu o kulturę w której się wychował. Biorę pod uwagę, że ktoś nie musi koniecznie wierzyć w to co ja i żyć wg tych samych zasad ale nadal jest dobrym człowiekem. Żyję obok innych religii i kultur. Poskiego sąsiada zamieniam na Anglika, Walijczyka, Hindusa...
Żyj i pozwól żyć innym. Oto zasada, ktorą wyznaje się w UK. A tym czasem uciekam od polskiego marudzenia i narzekania. Skwaszoną minę staram sie zastąpic uśmiechem. Przecież to nic mnie nie kosztuje. A może wiele pomóc. Tak więc uśmiecham się odważniej do obcych ludzi i miło mi jest kiedy ktoś pierwszy uśmiecha sie do mnie. Na przystankach i w miejscach publicznych łatwiej nawiązuje rozmowę bez obawy, ze ktoś weźmnie mnie za wariatkę. Wyzbywam się niezadowolenia ze wszystkiego i staram się narzekanie zastąpic pozytywnym myśleniem.
Jestem bardziej otwarta bo przebywam i pracuję w gronie ludzi, ktorych na codzien potrafią być naładowani pozytywnym ładunkiem, i których zawsze stac powiedzieć coś miłego bez cienia zawiści, ktorzy się ciągle uśmiechaja, pozdrawiają, dla ktorych prośba o coś nie jest problemem.

No comments:
Post a Comment