Street market czyli bazar pod gołym niebem to tradycja często spotykana w krajach zachodniej Europy. Street markets pojawiają się albo raz na jakiś czas od święta, albo regularnie. Poraz pierwszy spotkałam się z tego typu obwoźnym targiem w Holandii gdzie na głównych ulicach miasteczek w określone dni tygodnia ustawiały sie stragany z najprzeróżniejszymi towarami przyciągającymi oko przechodni. W Mold taki właśnie street market odbywa się w środy i soboty. Można tu kupic taniej wiele rzeczy, od plastikowej tandetnej biżuterii, kosmetyki, poprzez różnego gatunku ubrania i tkanin aż po poduszki, wycieraczki, wyposażenie domu, doniczki, fajans, zegarki, doniczki i bógwico jeszcze.
Wybrałam się dziś do biblioteki w Mold, sklepiku craftowego oraz WHSmith no i zrobiłam przy okazji parę "dowodowych" fotek :)
Główna ulica miasta zamknięta. Duży ruch uliczny. Tłok na chodnikach. Od razu można poznać, że w Mold jest street market :)
Street market w Mold zawsze cieszy sie powodzeniem, a już na pewno w ciepły słoneczny dzień
Miodzik komuś?
A może fajans? :)
Patriotyczna odzież w krajowych barwach to też charakterystyczny dla tego państwa widok
W UK rozpoczał się już sezon sprzedaży towarów świątecznych, w tym kartek z życzeniami. Może ktoś pamięta, wspomniałam kiedyś o masowym wysyłaniu życzeń świątecznych przez brytyjczyków. Oto właśnie jak to wygląda - tony kartek na straganach. Za funciaka czy dwa można kupić nieraz stos kartek świątecznych, które zaraz po świętach lądują w duży recyklingowych kontenerach w tesco.
Ja jednak jestem sentymentalna i swoje kartki świąteczne skrupulatnie chomikuję co roku :D
kartki "hand-made", za 1 GBP :)
miłośnicy ogrodowych gnomów też znajdą coś dla siebie na street markecie :)
So cheesy. Tee hee! :P

Fajny ten bazarek, pewnie sporo ciekawych rzeczy można kupić ... i jak tu się oprzeć pokusie.
ReplyDeleteImponująca ilość kartek.
Tak jak Ty mam sentyment i chomikuję wszystkie kartki :)
Podoba mi się taki zwyczaj. Coś w rodzaju niepisanego społecznego hasła: "Wychodźcie ludzie z domu, by się bratać, pozdrawiać i poznawać choćby na bazarku". ;))
ReplyDeleteUrocze, na kamieniczki przy okazji zerknęłam - sentyment mam.
ReplyDeleteWygląda jak jarmark w gdańsku ;)
ReplyDeleteFajne miejsce. A jeśli chodzi o masowe wysyłania / wypisywanie kartek świątecznych, to wg mnie najzabawniej jest w szkołach, kiedy to rodzice gorączkowo próbują dostać listy imienne dzieci, żeby ich dzieci do innych dzieci mogły te kartki obowiązkowo wypisać. Oosobiście spotkałam się raz z niezdecydowaniem nauczyciela, czy może taką listę udostępnić, ze względu na ochronę danych osobowych, dasz wiarę??
ReplyDeleteBuziolki ślę:)
Bazarki na ulicach trochę przypominają nasze swojskie klimaty ;)Marta co znaczy ten zwrot: "So cheesy. Tee hee!"?Zaciekawił mnie.
ReplyDeletePs.Fajny Pan na jednej z fotek,niestety za nim drepcze jakaś blondyna (czytaj żona) :D
Adalira, dziękuje, też lubię takie bazarki dla samych bazarków, połazić, popatrzyć, pogadać...
ReplyDeleteAkemi, czemu nie? zawsze można nie tylko poznać kogoś ale i sie potargować
Czarny Wieprz, ja też lubię te kamienniczki :)
Duś, no widzisz, szczesciara z ciebie :P
deZeal, tak, w szkołach też sobie dzieci dają kartki, najczęściej takie tanie i malutkie ;)nigdy nie miałam problemu z imionami w klasie ;) w sumie to fajny zwyczaj :)
White Sheep, cheesy - tandetny :)czy tłumaczenie: "to takie tandetne, hi hi" , chodziło oczywiście o gnomów :)
Ofca, co do pana, to tak, to była cała rodzina, czapki na stojaku oglądali :P akurat mi sie napatoczyli pod obiektyw kamery :)
ReplyDelete