Ticker

Tuesday, 15 February 2011

12 prawd o Brytyjczykach


Proponuję Wam zabawę. Skierowaną co prawda głownie do koleżanek-emigrantek ale do zabawy może właczyć się też ktoś kto wie i zna kulturę i społeczeństwo brytyjskie.
Zabawa polega na tym: 
"Wymien 3 rzeczy, które lubisz u Brytyjczyków, 3 rzeczy, które Cię denerwują , 3 rzeczy, które Cię śmieszą i 3 rzeczy które wprawiają Cię w zdumienie "
Ciekawa jestem Waszych poglądów i opinii :)

To najpierw ja zacznę od siebie :)

3 rzeczy, które najbardziej lubię u Brytyjczyków to:

-ogólna pogodność ducha, spontaniczny uśmiech i brak narzekania bez powodu (wyjątkiem jest jednak pogoda ale to juz zawisko stereotypowe), lżejsze traktowanie życia, większa życzliwość względem drugiego, w tym lepsza jakość usług w sensie lepsze podejscie do klienta / pacjenta - zachęcający uśmiech, brak skwaszonej miny, wysłuchanie pacjenta, chęc pomocy itp

-komunikatywność, interaktywność z innymi, równiez obcymi, łatwość nawiązywania kontaktów i rozmowy
zawieranie przyjazni i wspolne spędzanie czasu poza miejscem pracy

-humor i dystans do siebie samego, umiejętność śmiania się nie tylko z innych ale i siebie samych

3 rzeczy które mnie denerwują w Wielkiej Brytanii:

-wszechobecne i komplikujące życie przepisy health and safety regulations, które czasami przybierają absurdalne formy typu kurs i certyfikat na wchodzenie na drabinę (obowiązuje jesli powyżej 1.5 m i do tego trzeba jeszcze jakies szelki ubezpieczające)

- śmieci , pety, opakowania po fastfoodach na ulicach, bilety i plastikowe butelki zostawione w autobusach

- szeptanie sobie sekretów do ucha w obecnosci innych (rzekoma dyskrecja!)  i koleżeńskie uśmiechy czesto za plecami innych koleżanek, selektywność i wybiórczość w stosunku do innych osob, dosyć jawna obłuda, sterowana dyplomatyczność i fałsz pod przykrywką przyjazni

3 rzeczy, które mnie najbardziej śmieszą to:

- tendencja do (masowego) zachwycania się tandetą (głownie ciuchy, biżuteria, make-up, akcesoria, prezenty) i tendencja do wyolbrzymiania przeciętnych rzeczy poprzez naładowane emocjonalnie/semantycznie wyrażenia np. absolutely! wow! he's gorgeous! fabulous! i'm so excited!!! etc 

-ciagłe rozmowy o jedzeniu, posiłkach, imprezach z cateringiem, dyskutowanie na temat tego kto co bedzie dziś jadł na obiad wieczorem albo co zamierza zamówic na nadchodzacej za 3 mce imprezie itp

-landrynkowe wesela - w roli głownej panna młoda jako biało-różowa barbie, koniecznie z tiara ksiezniczki na czole i przy plastikowym torcie,  w otoczeniu druhen różnego pokroju i rozmiaru  w licznym towarzystwie wystrojonych (klasa - posh) wujów i ciotek (mamuśki i ciotki koniecznie w kapeluszach ala Queen Elizabeth II z piórkiem!!!, młodsze brytyjki - koniecznie plastikowa biżu z Primarka! ) dobrze zachowujących pozory

3 rzeczy w Wielkiej Brytanii, które wprawiają mnie w zdumienie to:
-wyfiokowane, wytapirowane i wylakierowane do granic możliwości fryzury  Brytyjek, często jest to coś pomiędzy kokiem, kaskiem a zjeżdżalnia narciarską, to samo tyczy sie make-up-u opartego na ekstremalnym uzyciu pudru do twarzy, czarnej kredki do oczy i mascary xxxxxxl  volume. Efekt? Teatralny. Pytanie tylko: to tragedia czy komedia?

-mushy peas - zielona lub zielono-szara bezpostaciowa  breja z ugotowanego zmiażdzonego zielonego groszku (skoro groszek musi być zmiażdżony na papę to po co Brytyjczykom zęby?)

-chip butties - buła / chleb  wypełnione po brzegi frytkami - skrobia, skrobia, skrobia... i tłuszcz! yummy...not!


Do zabawy wyzywam koleżanki: Magdę, Kathryn, Beatę Baśkę, i Martę oraz wszystkich innych tu nie wymienionych, ktorzy też mają coś do powiedzenia w tym temacie :)

7 comments:

  1. Bardzo mi sie to spodobało i umieściłam swoją listę na blogu http://polkawyorku.blogspot.com/2011/02/12-prawd-o-brytyjczykach.html

    :)))

    ReplyDelete
  2. Swietny wpis!

    Ja tez dodalam swoje trzy grosze u siebie:
    http://haneczkaonline.blogspot.com/2011/02/12-prawd-o-brytyjczykach.html

    A co do mushy peas, to ktos mi kiedys wytlumaczyl: Zielony groszek w normalnej formie za mocno turla sie po talerzu... ;)

    ReplyDelete
  3. podpisuje sie pod tym rekami i nogami ! ale musze przyznac ,ze chip butties mnie zaskoczylo ! tego nie znam ! to chyba dlatego ,ze wszelkie fast foody omijam szerokim lukiem. W zdumienie wprawiaja mnie laseczki w spodniczkach mini -rozmiar 20 i wieksze (i ich ksztalty luzno bujajace sie po ulicach) Tipsy w pstrokatych kolorach i przynajmniej 2 cm tez robia wrazenie ;)

    ReplyDelete
  4. pimposhka, witam u mnie :)

    Hania, lecę czytać do Ciebie :P

    Agnesha - tak, uk rozmiarowo to xxxxl, ale bynajmniej nie przekadza to brytyjczykom sie "ładnie" eksponowac :)
    chip butties najczesciej sprzedają w chippies :)

    ReplyDelete
  5. Co za wyzwanie! Dzieki za zaproszenie do zabawy. Musialam chwile zie zastanowic nad odpowiedzia...
    Trzy rzeczy, które najbardziej lubię u Brytyjczyków? Oj wydaje mi się, że tych rzeczy jest więcej ale ok- trzy to trzy;
    - lubię ich uśmiech (nawet jeśli wiem, że czasami jest wymuszony) i to "good morning" czy inne powitanie. To takie mile spotkac kogos obcego na jakims szlaku i zobaczyc jego usmiech lub zwyczjanie powiedziec sobie "dzien dobry". Fajnie by bylo to przeniesc na grunt rodzimy.
    - lubię ich życzliwość, chęć pomocy i częstą bezinteresowność. Ja spotkałam na swojej drodze wielu Brytjczyków o takich właśnie cechach.
    - są optymistami! To niesamowite jak potrafią sobie wytłumaczyć wiele rzeczy. Jednym słowem wszechobecne;"Don't worry..."
    Co mnie deneruje?
    -ziewanie bez zatykania buzi. Okropne! Podobnie kaszlenie!
    - Śmieci. Z jednej strony wszelkie możliwości do tego by było ładnie i czysto, mnóstwo śmietniczków, segregacja śmieci itp, a z drugiej strony ich ignorancja i takie wręcz obrzydliwe niedbalstwo. Stać obok śmietnika a papier po frytkach walnąć na ziemię.
    -Listy. Mnóstwo przychodzących z różnych listów. Czasami się już gubięco od kogo i po co,

    Co mnie śmieszy? No to z tym mam kłopot. Może gdybyś zapytała o to kilka lat temu łatwiej by było mi coś wynaleźć. Może śmieszy mnie....
    -tak śmieszy mnie, choć moje go męża irytuje do granic wytrzymałości to, że dzwoniąc gdzieś w celu załatwienia czegokolwiek spędzamy przy telefonie godzinkę, słuchając melodii lub reklam i co chwilę opowiadamy o naszym problemie komuś innemu. Ten ktoś wysłuchuje i proponuje nam rozmowę powiedzmy z kolegą, więc znów czekamy i tak dalej. Mnie to bardzo już śmieszy! Jak to nazwać -brak kompetentnych osób przy telefonach?
    - śmieszy mnie Jaś Fasola. A wielu Brytyjczyków go nie lubi.Ciekawe dlaczego? Pewnie dlatego, że jest często prawdziwą satyrą na Brytyjczyka?
    - czasami śmieszy mnie ich wybujałe poczucie włąsnej wartości, choć z drugiej strony, może powinniśmy im tego jednak zazdrościć?

    W zadumę wprawia mnie wiele rzeczy;
    - pozytywnie wprawia mnie w zadumę niezwykła aktywność ludzi starszych. Ich buszowanie po sklepach, nawet jeśli poruszają się za pomocą różnych urządzeń. Ich chęć spędzenia czasu przy kawie ze znajomymi, gra w Bingo i udzielanie się charytatywnie w hospicjach czy choćby charity shopach. Nie czekają na śmierć narzekająćc na wszystko, choć pewnie i oni powodów do narzekań znaleźliby masę. Żyją do końca! Naprawdę podziwiam!
    - wprawia mnie w zadumę brak bezpańskich zwierząt. Brytyjczycy kochają zwierzęta i to niesamowite, że przy tak łagodnych zimach niemal w każdym ogródku można znaleźć miejsce z jedzeniem dla ptaków!
    - podziwiam ich szacunek do własnych tradycji i przyzwyczajeń. Ich inność której za nic nie chcą się pozbyć. Inna strona jazdy, inne miary długości czy pojemności..... i takie tam. Szanują się i choć to czasem utrudnia życie przyjeznym to jednak jest godne podziwu.

    W zasadzie podziwiam jeszcze wiele innych rzeczy; ich sportowy styl życia, ich roznegliżowane dzieci zimą (mrozi to krew w żyłach) i wiele wiel innych.
    Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
  6. Dobre spostrzezenia, tez musze przysiasc i napisac u siebie co mysle o Britkach :)

    ReplyDelete
  7. Ze sporym opóźnieniem, bo byłam w Polsce (na odpoczynku od UK ;-)), ale już odpowiadam:

    Co lubię u Brytyjczyków?
    - fakt, że mogę wyjść z domu (nie do szkoły może, ale do sklepu na pewno) w dresie i nikt nie będzie na mnie dziwnie patrzył; podoba mi się ta ich wolność wyboru stroju i nieocenianie po wyglądzie

    - to, że są na ogól pomocni. Owszem, zajmuje im to trochę czasu zeby znalezc kompetentną osobę, ale zawsze starają się pomóc – nie tak jak Polskie "panie z okienka" ;-)

    Co mnie denerwuje?
    - obłuda; niby wszyscy są dla Ciebie mili (w szkole, pracy, w sklepie), ale coś tam zawsze szepną za Twoimi plecami

    - kultura (albo jej brak) robienia zakupów. W czasie przecen to już jest apogeum, ale nawet w normalny dzień w sklepach z ubraniami jest nieporządek. Ludzie biorą coś do ręki, oglądają i rzucają gdzie popadnie. Poza tym pchają się, stają w przejściach i w ogóle mnie denerwują. Zakupy ubraniowe wolę robić w Polsce.

    Co mnie śmieszy?
    - narzekanie; szczególnie wśród studentów i dotyczące prac pisemnych. Że to takie trudne, że za mało czasu, że za mało informacji, że za mało pomocy... a ja mam zawsze ochotę powiedzieć: "Spróbuj postudiować na Polskiej uczelni..."

    Co mnie zdumiewa?
    - ocet na frytkach (i nie tylko); poza tym uwielbienie dla gravy (musiałam się nauczyć robić porzadne gravy żeby ktokolwiek docenił moje gotowanie) i przeświadczenie, że roast jest dobry tylko na niedzielę i jak zrobię go każdego innego dnia tygodnia, to to nie jest w porządku.

    - brak sezonowych ubrań; w środku zimy widzę dziewczę w sandałkach, a w lecie chłopaka w czapce-uszatce. Tak jakby nie wiedzieli, jak się ubrać...

    ReplyDelete