Postów na temat brytyjskiej służby zdrowia można znaleźć wiele na internetowych blogach emigrantów i ten właśnie bedzie kolejnym z tego typu :) Chyba nadszedł juz czas ocenić mi poziom i efektywność służby zdrowia w UK po 3 latach pobytu z pozycji obcokrajowca i pacjenta. A do napisania tej notki skłoniła mnie dzisiejsza wizyta u dentysty oraz wizyta u lekarza rodzinnego w zeszłym tygodniu.
W ciągu trzyletniego okresu mojego pobytu w Wielkiej Brytanii dane mi było nie raz być u GP (General Practitioner) czyli lekarza rodzinnego, dentysty a nawet w szpitalu na zabiegu laparoskopii. Czy mogę narzekać? W sumie to nie. Czy źle mnie potraktowano? Nie. Czy leczenie było skuteczne? Tak. Koniec notki.
Żartuję.
Oczywiście wiele więcej można powiedzieć o służbie zdrowia. Jeśli chodzi o lekarzy rodzinnych GP - w UK (a w moim przypadku w Walii) należy zapisać się do lecznicy (istnieje równiez taka możliwość, że moga odmówić nam zapisu z powodu dużej ilości pacjentów ale zdarza sie to sporadycznie, podobnie jest w przypadku stomatologa, nalezy znaleźć sobie lecznicę, która nas 'przygarnie') i można sobie wybrać czy chce sie lekarza mężczyznę czy kobietę. Moim lekarzem jest bardzo miła pani Wiggs, w średnim wieku. Bardzo ja lubię i wizyta u niej zawsze mnie mniej stresuje niż wizyta u polskiego lekarza. Pani nigdy nie krytykuje, nie ocenia, wysłucha do konca, nie czyni żadnych zbędnych komentarzy tak jak to nie raz zdarza się wśród polskich lekarzy, którzy uważają, że jak już studiowali medycyne przez 5 czy 6 lat to wolno im juz wszystko w stosunku do pacjenta. Pani również wypytuje sie szczegołowo w czym problem, nie po łebkach i notuje wszystko w bazie danych w komputerze. Lekarze w UK (a przynajmniej ci w "mojej" przychodni) nie noszą białych fartuchów i pracują w swoich prywatnych ubraniach w co na poczatku było dla mnie dziwne i troche ... mało profesjonalne. Ale podobno to ma zmniejszać dystans pomiędzy lekarzem a pacjentem bowiem wiele pacjentów ma coś na kształt fobii białego kitla :) Pani doktor zza biurka nie będzie się zatem różnic od pani sprzataczki i równie dobrze można się pomylić ;) Pielęgniarki noszą jednak charakterystyczne dosyć ciasne mundurki :) W UK należy sie umawiać na spotkanie z lekarzem i tego ścisle się przestrzega, regularna wizyte z konsultacją trudno jest dostac tego samego dnia co jest minusem i należy również dzwonić w ścisle okreslonych godzinach, no chyba że jest to emergency czyli nagła potrzeba to wtedy ewentualnie wcisną nas jakoś do kolejki oczekujących. W UK funkcjonuje coś czego nie ma w Polsce, a do czego ja sama jakos nie mogę sie przekonać - advice line czyli lekarz pod telefonem, leczacy nas na odległośc i serwujący nam porady zdrowotne, najczesciej tak jest w przypadku chorych na grypę: masz gorączkę? ból głowy? mięśni? siedz w domu, pij duzo płynów i bierz paracetamol. Oto brytyjski sposób leczenia grypy i wirusów. Tylko jak tu odróżnić grypę od czegoś poważniejszego?
Oczywiście wiele więcej można powiedzieć o służbie zdrowia. Jeśli chodzi o lekarzy rodzinnych GP - w UK (a w moim przypadku w Walii) należy zapisać się do lecznicy (istnieje równiez taka możliwość, że moga odmówić nam zapisu z powodu dużej ilości pacjentów ale zdarza sie to sporadycznie, podobnie jest w przypadku stomatologa, nalezy znaleźć sobie lecznicę, która nas 'przygarnie') i można sobie wybrać czy chce sie lekarza mężczyznę czy kobietę. Moim lekarzem jest bardzo miła pani Wiggs, w średnim wieku. Bardzo ja lubię i wizyta u niej zawsze mnie mniej stresuje niż wizyta u polskiego lekarza. Pani nigdy nie krytykuje, nie ocenia, wysłucha do konca, nie czyni żadnych zbędnych komentarzy tak jak to nie raz zdarza się wśród polskich lekarzy, którzy uważają, że jak już studiowali medycyne przez 5 czy 6 lat to wolno im juz wszystko w stosunku do pacjenta. Pani również wypytuje sie szczegołowo w czym problem, nie po łebkach i notuje wszystko w bazie danych w komputerze. Lekarze w UK (a przynajmniej ci w "mojej" przychodni) nie noszą białych fartuchów i pracują w swoich prywatnych ubraniach w co na poczatku było dla mnie dziwne i troche ... mało profesjonalne. Ale podobno to ma zmniejszać dystans pomiędzy lekarzem a pacjentem bowiem wiele pacjentów ma coś na kształt fobii białego kitla :) Pani doktor zza biurka nie będzie się zatem różnic od pani sprzataczki i równie dobrze można się pomylić ;) Pielęgniarki noszą jednak charakterystyczne dosyć ciasne mundurki :) W UK należy sie umawiać na spotkanie z lekarzem i tego ścisle się przestrzega, regularna wizyte z konsultacją trudno jest dostac tego samego dnia co jest minusem i należy również dzwonić w ścisle okreslonych godzinach, no chyba że jest to emergency czyli nagła potrzeba to wtedy ewentualnie wcisną nas jakoś do kolejki oczekujących. W UK funkcjonuje coś czego nie ma w Polsce, a do czego ja sama jakos nie mogę sie przekonać - advice line czyli lekarz pod telefonem, leczacy nas na odległośc i serwujący nam porady zdrowotne, najczesciej tak jest w przypadku chorych na grypę: masz gorączkę? ból głowy? mięśni? siedz w domu, pij duzo płynów i bierz paracetamol. Oto brytyjski sposób leczenia grypy i wirusów. Tylko jak tu odróżnić grypę od czegoś poważniejszego?
W samej przychodni do niedawna wywoływano pacjentów przez głośnik ale ostatnio zaskoczył mnie nowoczesny sposob wywoływania pacjentów - beep, beep i na tablicy czerwonymi literkami pojawia sie nasze nazwisko i nazwisko lekarza do ktorego sie udajemy. A zważywszy na to, że dla wielu brytyjczyków moje nazwisko jest prawie niemożliwe do wymówienia, to nie muszę się już martwić o pomyłki :) Do lekarza wchodzi sie z poczekalni, przez drzwi, krotkim korytarzem a tam na drzwiach tabliczki z imieniem lekarza skierują nas w odpowiednim kierunku. Nie ma więc obaw, że ktoś wparuje w niedopowiednim momencie ani nie musimy sie obawiac o ciekawskich pacjentów zerkających z poczekalni. Spokój, cisza i prywatność. Moja przychodnia posiada rowniez dispository - czyli podręczną aptekę z której wydawne są pacjentom leki z recepty wystawionej przez lekarza. Pobiera sie je za darmo bo system zdrowotny w Walii (NHS) pokrywa koszty. Walijski system zdrowotny działa dosyć prężnie i wielu ludzi jest z niego zadowolonych. Nie mogłam też narzekać na jednodniowy pobyt w szpitalu. Lekarze nie unikają rozmów z pacjentami a pielęgniarki robią co do nich należy. Nikt nie oczekuje dowodów wdzięczności, bombonierek, pieniędzy. Dostajesz to co ci sie należy.
Sprawa z dentystą wygląda zazwyczaj tak: albo idziemy szukać prywatnego dentysty i bulimy kasę za leczenie albo zapisujemy sie do lecznicy, przydzielają nam jakiegos dentystę, jesli pracujemy, pokrywamy koszty wizyt kontrolnych (ok 12 GBP) oraz leczenia zębów (od ok 40 GBPw górę) ale sa to i tak ceny niższe w porównaniu do honorariów u lekarza prywatnego. Cena wypełnien zalezy od typu plomby, wciąż używa się tu amalgamatu do wypełnień ;-/ za biały materiał dentystyczny trzeba zapłacić drożej. Znaczną wygodą jest ekspresowy rentgen, ktory można wykonać nie zsiadając z fotela i nie trzeba biegać do innych placówek. Rentgen jest równiez obowiązkowy raz do roku, a przed każdym wierceniem otrzymuje sie znieczulenie bez żadnej dopłaty. Czyszczenie zębów z kamienia i polerowanie jest wliczone w koszt wizyty kontrolnej. Ochrona i higiena jest tu na dosyc wysokim poziomie - lekarz ma obowiązkowo rękawiczki (w przeciwienstwie do co niektorych polskich stomatologów), pacjentowi zakłada sie ciemne okulary chroniące oczy a leczenie zębów odbywa sie na fotelu w pozycji leżącej a nie półsiedzącej. Lekarz stomatolog wypyta sie nas nie tylko o problemy z zębami ale i o ewentualne aktualne problemy zdrowotne. Przy każdej wizycie kontrolnej podsuwa sie pacjentowi formularz do podpisania o stanie swojego zdrowia.
Brytyjskich ginekologów jako takich trudno jest znaleźć w lecznicach, co może być pewnym utrudnieniem, skierowują nas do nich lekarze rodzinni ale głównie w przypadku czegoś poważniejszego i jeśli wymagana jest konsultacja specjalisty lub w przypadku ciąży. Cytologię wykona dla nas lekarz rodzinny lub pielęgniarka, mniejsze infekcje dróg rodnych też może leczyć lekarz rodzinny. Okulista zaś zbada nas szczegołowo pod każdym parametrem zanim wystawią nam recepte na okulary, a soczewek nie zakupimy nigdzie poza optykiem i tylko wtedy gdy zostanie na nie wydana recepta po ukonczeniu okresu próbnego noszenia szkieł kontaktowych. Lekarz okulista w UK nie chce wziąć odpowiedzialności za nasz wzrok i nie wyda żadnego dokumentu bez zbadania np jesli sami bedziemy chceli dobrać sobie okulary czy soczewki.
Poza paroma minusami jak ogólna trudnosc dostania sie do GP (kolejki, appointment-y, oczekiwanie na badanie, lecznica zazwyczaj w innej miejscowości), system zdrowotny w Wielkiej Brytanii nie jest taki zły, a na pewno nie gorszy niż w Polsce :) w każdym bądź razie ja sie na nim jeszcze nie zawiodłam podobnie jak tż i rodzina tżta. Na pewno można powiedzieć, że podejscie do pacjenta jest tu o wiele lepsze i okazuje sie mu więcej szacunku i uwagi niz lekarze pacjentom w Polsce. Jakość usług medycznych i sprzętu jest tutaj też dosyć wysoka.
Jeśli masz jakieś doswiadczenia z brytyjska służbą zdrowia, to podziel się. Czekam na Wasze opinie :)


Napisałam długi komentarz i mi zjadło ;((((((
ReplyDeleteDziś już nie mam siły, jutro wrócę.
oj Madzia, Madzia, nie znasz jeszcze bloggera? :P ja zawsze kopiuję długie posty na wypadek jakby blogger sie zwiesił bo nie raz mi sie tak zdarzylo, ze cały długi post przepadł i krew mnie zalała :)
ReplyDeleteNie denerwuj mnie ;)
ReplyDeleteDo tego zapomnialam co mialam napisac ;) Dzis w skrocie.
Ze sluzby zdrowia w UK jestem zadowolona. Nie mialam naglych przypadkow czy ciezkich zachorowan, wiec tu nie moge sie wypowiedziec jak szpitale funkcjonuja.
Przychodnie mam (jeszcz tylko przez ok.2tyg) podobna do Twojej. Mile recepcjonistki, napisy sie wyswietlaja, lekarze w prywatnych ciuchach (chyba wszyscy lekarze chodza w prywatnych ciuchach jezeli nie sa na sali zabiegowej). U mnie dodatkowo na miejscu pobieraja krew, nie trzeba nigdzie jezdzic, ale tylko dlatego ze przychodnia miesci sie w malym szpitalu ;)
Ekhm,. co dalej...?
Na wizyte czeka sie ok.tygodnia, ale jezeli jest cos naglego bez problemu mozna dostac sie na 'emergency' jezeli zadzwoni sie z samego rana (wiem, korzystalam;)). Wydaje mi sie ze maja zostawione 2-3 miejsca dla naglych przypadkow. Jezeli nie ma miejsca, oddzwania lekarz zeby sie dowiedziec o co chodzi lub recepcjonistka zeby skierowac do innej placowki zdrowia.
U specjalisty (oprocz dentysty)jeszcze nie bylam, czeka sie, ale i tak krocej niz w Polsce...
Co mnie milo zaskoczylo:
1. Moj TZ ma nadcisnienie i poszedl po tabletki do lekarza. Potem wydzwaniala pielegniarka zeby przyszedl na kontrolne mierzenie cisnienia (za trzecim razem dala sobie spokoj jak TZ nie oddzwanial;))
2. Kiedys prawie padlam jak dostalam list z przychodni ze zapraszaja mnie na badanie cytologiczne. Zadzwonilam, na drugi dzien bylam u pielegniarki, dwa tyg pozniej mialam wynik i to wszystko za darmo (w Polsce musialam isc do prywatnego i sobie zrobic badanie bo bym sie nie doczekala;)) Kolejne badanie chyba za 3lata.
Milo jak ktos dba o profilaktyke ;)
3. Jak sie rozpetala afera ze swinska grypa, kilkanascie dni po pierwszych wiadomosciach, listonosz roznosil ulotki informacyjne, co to, na co uwazac itd. Swinska nie swinska, ale info sie przydalo.
Dzis na tyle, jezeli sobie cos przypomne, napisze ;)
Oczywiscie nie jest tylko rozowo. Ale nie jest gorzej niz w Polsce o czym sie czesto slyszy.
ReplyDeleteNa pewno 'obsluga' jest duzo milsza. Recepcjonistki w przychodni/szpitalu nie warcza ze im sie przeszkada, a wrecz odwrotnie, sa mile, uprzejme i bardzo pomocne. Lekarze jak to lekarze ;) ale wazne ze glupie komentarze (co sie w Polsce zdarza) zostawiaja dla siebie.
Mam lekarza w domu i wiem, ze problemy byly,sa i beda w sluzbie zdrowia, ale to zadna nowosc i tak jest chyba na calym swiecie.
No własnie, tą jedną rzeczą w uk , którą uważam, za niedogodną to dostepność do lekarza GP. Umawianie sie na wizyte i czekanie kilka dni, advice line na pocieszenie pacjentom, dotarcie do przychodni, która jest zazwyczaj w innej miejscowości wszystko to powoduje, ze moj kontakt z lekarzem GP jest rzadszy niż w Polsce. W kraju mieszkałam w średniej wielkości miescie, jakis rzut beretem od przychodni i za każdym razem jak sie poszło można było dostać "numerek" do jakiegoś wolnego lekarza w tym samym dniu, pomimo tych wszystkich emerytów bijących się o numerki do najlepszych lekarzy. Tutaj sprawa z dostępnością do GP stanowi dla mnie wielki kontrast. Ale usługowo jest przyjemniej bo personel brytyjski jest o wiele bardziej przyjazny niż polski.
ReplyDeleteW Polsce denerwowały mnie te poczekalnie pełne wscibskich pacjentów zaglądających za każdym razem jak tylko uchyliły się drzwi do gabinetu oraz pielęgniary wparowujące jak nigdy nic do gabinetu podczas przyjmowania pacjenta. W uk byłam mile zaskoczona układem przychodni i tą prywatnością.
Cytologię również miałam w uk i wykonała ją dla mnie właśnie lekarka GP. Przysyłano mi również listowne zaproszenia na to badanie oraz zachętę do oddawania krwi.
Na usg musiałam jednak poczekać jakies ze 2 tyg i udać się do innej miejscowości :(
To ja napisze swoja opinie. Nie mam bogatej historii,ale u GP byłam;) hehe
ReplyDeleteJesli chodzi o moja przychodnie, to jest straszna!! Ma opinie rasistowskiej (i wszyscy tak mówia) i recepcjonistki jak usłyszą,że jestes Polką to od razu im mina spada. Też sostałam zaproszenie na cytologie - robiła ja pielegniarka po odpowiednim przeszkoleniu. Troche tak dziwnie,ale jestem zadowolona.
U dentysty też byłam - była miła Pani, cudzoziemka. Wizyta kosztowała 16 funtów, a leki ok. 30. wiec cenowo nie tak strasznie.
I koniec moich doswiadczen z slużba zdrowia.
Mogę jezszce dodac w imieniu mojego TZ - opieka szpitalna tez dobra, choc krótko trzymaja w szpitalu. Miał operację nosa i w ten sam dzien wypisali go do domu. ;)
Paulino, to okropne, że w Twojej przychodni traktuje sie Polaków gorzej :( musze przyznać, że w mojej sie to raczej nie zdarza, a w kazdym bądź razie mi sie nic takiego jeszcze nie przytrafiło, powiedziałabym, że wręcz odwrotnie - lekarka GP skomplementowała kiedyś mój angielski, a dentystce spodobały sie moje buty ;)a innej pilęgniarce spodobała sie moja spodnica a jeszcze z innymi dyskutowałam o historii Wielkiej Brytanii! ;) Tak wiec moje lekarsko-pielęgniarskie doświadczenia są jak narazie jak najbardziej pozytywne i aby tak pozostało!! :)
ReplyDeleteObawiam się, ze uprzedzenie uprzedzeniem, stereotypy stereotypami ale wiele Polaków za granicą jest sobie winnym ze względu na swoje nieokrzesane/niekulturalne zachowanie. Podejrzewam również, że wielu Polaków nie umie sie poprostu zachowac w gabinecie (bo sami jestesmy przyzwyczajeni do gburowatych lekarzy) i ma problemy z podstawową komunikacją i to jest przykre.
Rzeczywiscie trzymają tutaj w szpitalach krótko, ja też byłam jedną nockę i tż zabrał mnie już na drugi dzień do domu. Z resztą ja zawsze sama uciekam ze szpitali tak szybko jak tylko moge.
Tutaj propaguje sie polityke aktywnej rekonwalescencji czyli nie bierne leżenie w łożku po operacji ale wstawanie i ruszanie sie wczesnie jak tylko to jest mozliwe.
A ja bardzo sobie chwale uslugi medyczne w UK. Wprawdzie, rzeczywiscie czasami umowienie sie na wizyte do przychodni to czas oczekiwania 2 dni, ale jesli jest wyjatkowa sytuacja to nie ma problemu zobaczyc lekarza w ciagu dnia. Moze czasami wydaje mi sie, ze cos tam mogloby byc lepsze, czy sprawniejsze, ale jak sobie przypomne, jak to bylo w Polsce.....to chyba powinnam milczec. Mialam bardzo skomplikowane wszystkie ciaze i porody. Trzy cesarskie ciecia a jednak, gdybym miala tylko szanse i cofnela czas to dwa pierwsze porody z Polski zamienilabym na Angielskie. W szpitalu czulam sie jak ksiazniczka. Wspaniala obsluga. To tyle......to i tak duzo jak na pierwsze odwiedziny po wakacjach, co? Poki co ,wciaz jestem w wakacyjnym szoku i w stercie mnostwa ubran do prania. Pozdrawiam.
ReplyDeleteKatarzyno, dziękuję za opinię :)
ReplyDeletesuma sumarum, wychodzi na to, że brytyjskie usługi medyczne są zdecydowanie lepsze niż polskie :)
co to dużo mówić, polscy lekarze powinni nauczyć sie szacunku do pacjenta bo chyba tego najbardziej brakuje mi w polskiej służbie zdrowia.