Ticker

Monday, 23 August 2010

Wrzosowiska i wypad do Llangollen

Tżtowi zachciało się wczoraj testować hamulce (od tygodnia grzebał jak kura przy samochodzie, czyścił i malował jakies części, przykręcał i odkręcał koła, zakładał nowe klocki hamulcowe itp) tak więc wczoraj późnym popołudniem pojechaliśmy przetestować samochód na krótka przejażdżkę w okolice wzgórz Llangollen oraz na obiadek do samego miasta. Wsiadłam do samochodu z niepewną miną bo co będzie jak hamulce puszczą jak bedziemy zjeżdżać w doł Końską Podkową? (o przełęczy Horse Shoe Pass pisałam wcześniej TU) a widok odpadającego w czasie jazdy koła też do ekscytujących nie należy, tzn na pewno należy, ale w inny sposób. Na szczęście nic złego się nie przytrafiło w czasie jazdy. Zatrzymaliśmy się przy kafejcie Ponderosie, z którego to miejsca pstryknełam parę fotek wzgórz i wrzosowisk. Wrzesień już za pasem i wrzosy na stokach już zaczynają rozkwitać. Walijskie wzgorza zaczynają przybierać piękny brunatno-fioletowy kolor.




Pięknie to wygląda, nieprawdaż?




Oset być może jest symbolem narodowym Szkocji, ale Walia też mu nie obca :)



Podobnie jak i innym krzewom, niestety nie wiem jak nazywa się ten krzaczek z żółtymi kwiatuszkami :( ale też fajnie wygląda na stokach



Jak wzgórza i wrzosy, to muszą być też i owce. Pasą się tutaj przy drogach niezważając na mijające je samochody. Natomiast samochody muszą zważać na pasące sie owce :) Większość jest dosyć płochliwa i ucieka jak się próbuje do nich podejść, ale te co pasą się przy Ponderosie są przyzwycajone do ludzkiej obecność. Niektóre podchodzą blisko bo chcą dostać coś do jedzenia.





Wzgórza to równiez niezłe pola minowe ;)  Sheep droppings (poniższe zdjęcie dedykuję Pagacie ;P)


A tu już Langollen wita nas  :) Croeso!
a tuż pod bannerkiem sklepik scrapbookingowy :) bardzo lubię tam zaglądać


główna ulica Llangollen


Budynek teatru gdzie odbywaja sie koncerty i inne kulturalne imprezy:

 

betonowe koryto na wodę dla bydła zamieniono na kwietnik... każdy pomysł jest dobry :)

 

Sklepiki pamiątkami , restauracje, kawiarenki...


Tż wybiera lokal Seajays i lądujemy w greasy spoon na obiedzie. Chwila zadumy nad filiżanką kawy i spoglądania przez okno zanim talerze wjadą na stół...



Na stole typowy restauracyjny widok - salt and vinegar czyli sól i ocet, który tutaj dodawany jest do frytek dla zaostrzenia smaku. Brytyjczycy uwielbiają frytki i chipsy z octem. Ja jednak niekoniecznie ;-)


Restauracje typu greasy spoon zazwyczaj nie mają wiele do zaoferowania a opcja healthy eating nie jest przewidywana więc chcąc nie chcąc przed mna i tżtem ląduje tzw "zestaw zawałowy" - frytki (Brytyjczycy dodaja do nich ocet lub brązowy sos, tak jak na zdjeciu poniżej), jajo sadzone, plasterki bekonu i fasolka. Przez 3 lata odkąd przyjechałam nie dałam się namówić na to danie. Tym razem nie mogłam się oprzeć zrobieniu zdjęcia temu co brytyjczycy lubia jeść na codzień. Oto danie-ikona, o statusie narodowym, często pod nazwą Full / Big English Breakfast które można zjeść na terenie całej Brytanii. .



Na frytkach tzw brown sauce - brązowy sos na bazie octu, równiez ikona produktowa...


Czasami można napotkać różne warianty np zamiast bekonu jest smażona kiełbasa, dodaje się też smażone grzyby, smażone pomidory, ewentualnie zamiast frytek jest tost z masłem. Jak widać wszystko tłuste i smażone. Atak serca gwarantowany. Czy ktoś się jeszcze dziwi, że Wielka Brytania ma nadwagę? Przepraszam. NADWAGĘ. Ocenę zostawiam Wam.

15 comments:

  1. Co za urzekające widoki! Uwielbiam wrzosy, owieczki bardzo lubię! Przyjemnie tam u Was:)

    ReplyDelete
  2. wow!pieknie to wygląda..te wrzosy..
    no i widze,zapas bobkow uzupelnilas na zimę :)

    ReplyDelete
  3. Duś, fakt, krajobraz walijskich wzgórz naprawdę robi wrażenie :)
    Pagata, tak, wrzosów mamy tu w bród, i to właśnie te rosnące na wolności kwitną najpiękniej
    a bobki sfotografowałam specjalnie dla Ciebie

    ReplyDelete
  4. Ładnie tam u Ciebie:) A jeśli chodzi o English Breakfast to ja lubie czasem sobie zapodać, chociaż niezdrowo:) Ale ja to tak bardziej Full Monty, koniecznie z pieczarkami i sadzonym jajem:):):)

    ReplyDelete
  5. he he, DeZeal, jedna odważna się przyznała, że lubi zjeść dobrze :) niewątpliwie jest to sycące danie i często zamawiane przez robotników.
    moj ang tż również od niego nie stroni jesli tylko ma ochotę. ja jednak nie mogę ;)

    ReplyDelete
  6. Takie angielskie jedzenie wygląda niesamowicie kalorycznie - od samego patrzenia można dostać zatoru ;)
    A wracając jeszcze do służby zdrowia w UK - ja jestem generalnie zadowolona, ale nie rozumiem, jak mozna bez konca przepisywać pigułki i nie skierować pacjentki na badania okresowe do ginekologa. Jak ostatnio zapytalam mojego GP czy moglabym sie z ginekologiem zobaczyc, to powiedzial, ze nie ma powodu zeby mnie do szpitala wysyłać na taką wizyte.
    Poza tym na wizyte u dermatologa czekalam 9 tygodni. Dobrze, ze to nic powaznego, ale nie rozumiem dlaczego az tak dlugo musze czekac.
    I tyle mam chyba do dodania ;)
    Pozdrawiam !

    ReplyDelete
  7. Marta, człowiek ma wyrzuty sumienia jak na takie danie patrzy ;)
    no ale każdy ma wybór i może jeść to co chce...

    co do ginekologów, to fakt, dziwi mnie to, że tutaj, w takim panstwie, sa tak niedostepni, w Polsce z jakością usług w poradniach dla kobiet jest tragicznie ale lekarze wydają się bardziej dostepni

    ReplyDelete
  8. Mój bf uwielbia takie jedzenie wiec sama od czasu do czasu mu przygotowuję bombę kaloryczną w takiej postaci. Ale obowiązkowo dużo ketchupu! :)

    W Bristolu dzisiaj pada, kolejny dzień już. Mam nadzieje, ze chociaz u Ciebie jest ladniej.

    ReplyDelete
  9. Marto, witaj ponownie! :)
    nie ma co ukrywac, brytyjczycy uwielbiają takie jedzenie, no i wygladają jak wyglądają, co prawda nie wszyscy ale spora cześć

    moje pierwsze wrazenie kulinarne wielkiej brytanii to wlasnie ta fasolka w pomidorach - nieśmiertelna ikona produktowa. pamietam jak jak jadłam w little chef, po tym jak z tżtem wracalismy z lotniska

    u mnie dzis jest nijako, ani słonecznie ani deszczowo, dzien taki jakich wiele :)
    moze rozpogodzi sie bardziej pod wieczor
    zapowiadają juz chlodne noce...

    ReplyDelete
  10. Marta tego śniadania to bym nie zjadła z tej prostej przyczyny, że wygląda bardziej jak obiad :) Ale będąc dawno temu w UK zdążyłam się do takich angielskich dziwactw przyzwyczaić. Muszę tylko przyznać, że polskie frytki wyglądają apetyczniej, te są jakieś takie sflaczałe :( Z pewnością jednak wolałabym zjeść tradycyjne angielskie śniadanie jak tradycyjne amerykańskie (czyli niezłą porcję pancakes polanych obficie syropem klonowym, do tego jajka sadzone na bekonie lub szynce, smażone ziemniaki, tosta, sok pomarańczowy i zimna kawa).
    Ale za to widoki cudne, uwielbiam wrzosowiska. Pięknie wyglądają te walijskie wzgórza, w bardzo urokliwym zakątku mieszkasz :)

    ReplyDelete
  11. Ewo, English breakfast najcześciej bedzie zawierać tosty zamiast frytek :) to chyba ta minimalna różnica miedzy śniadaniem a obiadem

    równiez nie przepadam za frytkami brytyjskimi, dla mnie sa za grube, dla mnie to są bardziej fryty niż frytki (już wolę te cienkie mac donaldowskie:P) niektore z tych frytek maja niewydłubane oczka i bóg wie co jeszcze LOL

    amerykanskie sniadanie powaliło mnie!!! i do tego zimna kawa!!!! brrrr....

    widze, że zjęcie brytyjskiego pożywienia wzbudza powszechną reakcję ludu :)

    ReplyDelete
  12. Fuj..nie wiem jak to smakuje ale wygląda okropnie! Co za opasłe fryty...bez koloru takie..wyglądaja na miękkie ,nie chrupiace :(
    i jeszcze sos z octem..omg..frytki to tylko zlote,chrupiące i ew. z ketchupem.

    ReplyDelete
  13. A ja czasem lubie zjesc angielskie sniadanie, tylko u nas podaja jeszcze do tego kiełbaski, pieczarki i pomidorki- wszytsko smazone;) ja kiełbasek nie lubie!i frytek z octem lub brazowym sosem tez nie!! ohyda!

    Do Marty z Bristolu - chcialam zostawic komenatzr na twoim blogu ,ale nie moge- nie wiem czemu. ja tez jestem z Bristolu;)

    ReplyDelete
  14. Paulisia, to nie wiele ci zostanie do zjedzenia :) jedynym brązowym sosem do ktorego się przekonałam to worcestershire sauce perrinsa

    musisz miec profil na blogu aby napisac komentarz na jej blogu, no chyba, że Marta zmieni ustawienia ;)

    ReplyDelete