Kolega z pracy otagował mnie niedawno przymiotnikiem "Pelsh" co jest słowotwórczą fuzją słowa Polish + Welsh.
- Marta is now Pelsh. She's 60% Polish and 40% Welsh. She speaks some Welsh words and teaches us some rude Polish words.... (oh, Lee Jones! But You wanted to know them!!)
(uśmiecham się pod nosem)
Jak na udział procentowy to trochę dużo dla pierwiastka Walijskiego, nie? :) Poczytałam to sobie za komplement bowiem moja asymilacja kulturowa ze środowiskiem angielskojęzyczynym, a w tym wypadku kulturą walijska wspieła sie na wyżyny i chyba wyżej się już nie da. Wobec tego zadaję sobie pytanie: czy już osiągnęłam ten szczyt? Czy też da się popchnąć tę granicę jeszcze dalej? Ile jeszcze wysiłku będzie mnie to kosztować, jako emigranta, jako "tego" z zagranicy? Wierzcie mi asymilacja z innym środowiskiem kulturowym wymaga pewnego wysiłku! No bo tak: pracuję wsród walijczyków, chętnie uczę się ich języka (moja dusza lingwistyczna!), socjalizuję się z nimi na imprezach, tak jak inni, piekę i zanoszę do pracy ciasta i ciastka z walijskich przepisów (takie mamy tu zwyczaje:)), robię dla nich własne kartki urodzinowe (brytyjczycy uwielbiaja dostawać kartki), biorę udział w dyskusjach, fejsbukuję razem z nimi, śmieję się z nimi i marudzę razem z nimi... Co zyskuję w zamian? Przyjaźn, podziw, zainteresowanie, poszanowanie, zrozumienie, współczucie czyli większość rzeczy, których potrzebuje człowiek aby czuć sie akceptowanym przez jakąs grupę. W dużym stopniu przestałam sie już czuć w towarzystwie moich kolegów i koleżanek z pracy jako " ta z Polski" i odkąd tam przybyłam, temat Polski często sie teraz pojawia w wielu kontekstach. Tak naprawdę do ponad 3 lata mi to zajęło aby pokonać polskie zdystansowanie i rezerwę a otworzyć się bardziej na ludzi, uśmiechać więcej, mniej marudzić, nabrać dystansu do siebie samego. Wyrobiłam sobie w pracy pewien dwukulturowy profil, dosyć stateczny i trwały, jednakże z akcentem na moją tożsamość kulturową, bowiem chociaż nie lubię pewnych cech polskiej mentalności, to przecież nadal czuję się polką w środku, tam wewnątrz. Jestem "inna" ale w pozytywny sposób. Nie chcę odstawać od grupy w taki czy inny sposób (a odstawać od reszty można na tysiące drobnych sposobów, wierzcie mi!) ani też ślepo, jak owca, śledzić wszelkie brytyjskie wzorce zachowania. Chcę być sobą a jednocześnie częścią nowej, innej kultury. A wiec jestem Pelsh...
Ech, tak mnie zebrało na przemyślenia...
Koledzy i koleżanki emigrantki - a jak to wygląda u was? Podzielcie się przemyśleniami... ciężko Wam przystosować się do nowej kultury czy też nie?
Ech, tak mnie zebrało na przemyślenia...
Koledzy i koleżanki emigrantki - a jak to wygląda u was? Podzielcie się przemyśleniami... ciężko Wam przystosować się do nowej kultury czy też nie?


Ja jestem tutaj ciągle za krótko, i nie wiem jak długo jeszcze, ale jednak czuję i moi znajomi, że jesteśmy "tymi z Polski". Może też, dlatego że za krótko tu jestem, trudno mi się dostosować i przyzywyczaić:do pogody, do języka, do braku rodziny. Za oknem leje deszcz prawie od rana a w Polsce ciepło i 30 stopni. No i takie przemyślenia mam jako emigrantka.
ReplyDeleteKachna, witam u mnie, jak długo przebywasz za granica? Ja 4 lata. Na pewno sie przyzwyczaisz do nowego środowiska no bo przecież jakże inaczej, tyle, że bedzie musiało upłynąć trochę czasu.
ReplyDelete