Ticker

Friday, 2 July 2010

Wycieczka do Greenfield Valley Heritage Park

Ostatnio wiele się dzieje w naszej szkole, impreza goni imprezę, a dni bez szkolnej rutyny okazują się być o wiele bardziej ciekawsze. Rozpoczęło się już odliczanie bowiem do wakacji zostało nam juz tylko (i jednocześnie AŻ) dwa tygodnie! We wtorek całą szkołą rozbitą na 3 autokary pojechaliśmy do Greenfield Valley Park czyli Dyffryn Maes Glas. Jest to takie miejsce gdzie farmę ze zwierzetami i pobliską szkołe z czasów wiktoriańskich przekształcono w muzeum-skansen, w którym można samemu dotkąć, zobaczyć, pogłaskać i nakarmić zwierzęta itp
Zrobiłam parę fotek, tyle, na ile udało mi się, mając na uwadze również pilnowanie dzieci i ich bezpieczeństwo.


Już przy samym wejściu powitał nas kamienny wiejski domek - cottage house z czasów wiktoriańskich do którego można wejść i obejrzeć sobie wnętrze tak jak to żyło się zza czasów królowej Victorii. Bardzo lubię ten typ kamiennego budownictwa i w Walii dużo jest tego typu domów. Ten zauroczył mnie nie tylko swoimi kamiennymi ścianami ale i zielonymi drzwiami i okiennicami, więc go obfotografowałam z 3 stron :P


Na budynku Visitors Centre dostrzegłam też ogromną ozdobną ważkę na ścianie, wartą uwiecznienia :)


Zostaliśmy podzieleni na grupy i nasza grupka najmłodszych udała sie na pond dipping czyli wyławianie siatką ze stawu różnych stworzeń i przygladaniu im się


Kiedy siedzieliśmy na ławkach pod drzewem....


...kurczaki, indyki i kaczki chętnie podbiegały do nas jako Dobrze Zorganizowana Grupa Drobiowa w nadziei, że zostaną nakarmione...


A szefował im ... masywny Indyk Niebieskogłowy...


Wszyscy jednakowo uznaliśmy, że ten poniższy kurczak jest cute :) i każdy chciał go zabrac do domu :) Zrobienie mu zdjecia było jednak nie lada wyczynem bo kurczak non stop przekręcał głowę z jednej strony na drugą :)


Porozłaziliśmy się po farmie, nasza grupka karmiła dwie przyjazne kozy...


Wszędzi szwędały się kaczki i gęsi...


Mieliśmy też krótkie warsztaty Fur and Feather o zwierzetach gospodarczych i poznaliśmy sławetnego brązowego kurczaka Borisa o wyglądzie sowy, któremu długie pióra przysłaniały oczy i który, jak powiedziała opiekunka, jest polskim kurczakiem z charakterkiem (chyba nie muszę dodawać, że na słowo "Polish" automatycznie 30 par oczu mruga porozumiewawczo w moją stronę :P) Jak dowiedziałam się od opiekunki, Borisowi zdarza się wejść nie chcący w jakieś przedmioty na podwórzu :D (niestety nie mam żadnego zdjecia Borisa aby Wam go pokazać bo w tym momencie zapełniła mi sie karta pamięci w aparacie)

Pospacerowaliśmy po gospodarskich zabudowaniach...


Na farmie była również wystawa maszyn rolniczych, które już odeszły do lamusa...


Dzieci chętnie bawiły się w labiryntowej Tower Maze...




Ja niestety nie miałam okazji ale niektóre dzieci udały się na minibeast hunt czyli poszukiwanie i rozpoznawanie wszelkich insektów a jeszcze starsze dzieci miały możliwość zwiedzenia dawnej wiktorianskiej szkoły, w której traktowano ich jak uczniów z przeszłości i zaserwowano pokaz prawdziwej wiktoriańskiej dyscypliny. Podobno niektóre z dzieci przestraszyły się tego surowego reżimu i wzięły go sobie do serca. W tamtych czasach był również zakaz mówienia w rodzimym języku walijskim.

I jeszcze parę obrazków z Greenfield Valley Park:


Lunch zas zjedliśmy przy ruinach opactwa - Basingwerk Abbey, które sąsiaduje z Greenfield Valley Park
Opactwo zostało ufundowane w 1132 r przez hrabię z Chester, a zakończyło funkcjonowanie w 1536 r kiedy to Henryk VIII rozwiązał opactwa i klasztory katolickie i przejął ich majątki.


Pogoda cały dzien była rewelacyjna. Do szkoły wrócilismy na koniec szkolnego dnia czyli na 15.00. To był wyczerpujący ale ciekawy dzień.

3 comments:

  1. Bardzo mi się podoba. Najbardziej ten pokaz wiktoriańskiej dyscypliny w szkole:) Oj, przydałaby sie taka czasem we współczesnych szkołach...
    Pozdrawiam cieplutko:)

    ReplyDelete
  2. Jestem pod wrażeniem 'pomysłów edukacyjnych' skierowanych do dzieci. U nas w Polsce poławianie stworzeń ze stawu raczej by nie przeszło.. Ciekawe miejsce.

    ReplyDelete
  3. DeZeal, oj przydała by się, przydała :)

    Ana z Maroka, w uk wiele cwiczen ma dobrze rozwiniętą stronę praktyczną i wiedzę pogłębia się na rózne sposoby - poprzez wycieczki, filmy, hodowle, eksperymenty itp

    ReplyDelete