Pojechałam sobie dziś do Mold. Załatwiłam bibliotekę, odwiedziłam WHS skąd wyszłam z gazetką i ksiązkami :) (no bo jakżeby inaczej;-P), wpadłam do mojego ulubionego sklepu craftowego i uciełam sobie pogawędkę z Philem, właścicielem, dowiedziałam się, że Paperway splajtował :( no i wróciłam do domu. A w miedzyczasie co krok wyciągałam mój nowy aparacik aby uchwycić coś co wydawało mi sie godne uwagi :)
Bardzo podobają mi się kosze w wiszącymi kwiatami (jak mur beton sprawię sobie takie same na następny rok!!) oraz ogólne przystrojenie brytyjskich pubów. W tym wypadku był to Red Lion
Droga do biblioteki... prowadzi mnie między szeregiem różnorakich sklepów, zapachy z kawiarń i ciastkarni kuszą jak się obok przechodzi, można też przysiąść na jednej z ławeczek i spałaszować jakiegoś pasztecika na gorąco
Bardzo podobają mi się tutaj te stylowe drogowskazy :) u nas są one dwujęzyczne....
I juz docieram do budynku biblioteki. Witaja mnie tam kamienne twarze wyrastające ze ścian...taka dziwna sztuka... ale intryguje moje oko...
i zbliżenie na "twarzyczki" (co za ekspresja!) Czyżby te miny to na mój widok?? :P
Przed biblioteką jeszcze jedna rzeźba... Daniel Owen - najsłynniejszy pisarz z Mold
Następne miejsce : kościół pod wezwaniem Marii Panny (St Mary's Church) lubie te kamienne koscioły, maja swoją duszę i klimat...
Spacer wzdłuż ulicy...
Mold nie jest ani specjalnie ładne, ani specjalnie brzydkim miastem. Takie ot sobie przeciętne miasto położone wśród walijskich wzgórz. Mold wyrosło na ruinach zamku zbudowanego na wzgórzu Bailey Hill przez Roberta de Montalt około 1140 r (dziś już zostały tylko ruiny zamku). Zwie się Historic Market Town i co środę i w sb odbywa sie tu street market a w niedziele mały car boot sale. Mold może pochwalić się też paroma supermarketami (Tesco, Homebase, Sommerfield, Lidl and Aldi), kosciołami, dworcem autobusowym, pubami, take away-ami, kilkudziesięcioma sklepami, butikami, Subway-em, Mc donaldem, Tesco, kompleksem sportowym oraz starym teatrem o nazwie Clwyd położonym nieco zdala od centrum, na wzgórzu. Lubię sobie połazić w Mold bo jest spokojniejsze od Wrexham no i zawsze stanowi to dla mnie odmianę bo Wrexham kojarzy mi się na codzień z pracą
Jednakże, Mold ma jeszcze mała tajemnicę, to tu na jednym z pól tego miasta znaleziono to:
(źródło: wikipedia)
the Mold Cape. Znaleziska tego dokonali przypadkiem robotnicy w 1833 r i oszacowano, że ten przedmiot wykonany ze złota pochodzi z epoki brązu 1900-1600 BC. Znajdował się on w pewnego rodzaju grobie znajdującego się na jednym z pól i nałożony był na nieduże ciało, którego płeć do konca nie rozstrzygnieto ale przypuszcza się, że mogła to być kobieta. Dziś ten złoty "naramiennik" znajduje się w Muzeum Brytyjskim w Londynie. Ciekawe prawda? Takie niby z pozoru nudnawe miasto, a tu taki sekret chował się pod ziemią. Kto wie, może Mold ma jeszcze jakieś inne tajemnice?


Całkiem przyjemna okolica. Tez mi się bardzo podobają te kwiaty wiszące, dodają uroku uliczkom. Twarzyczki na bibliotece śmieszne :)
ReplyDeleteJak tak patrzę na te zdjęcia i czytam opisy, to mi się przypominają zdjęcia i opisy innych miast/krajów. I ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że przecież Anglią też się można zachwycić.
ReplyDeleteMiesztam tutaj 2,5 roku, niespecjalnie mi się podoba, ale staram się nie narzekać. Najlepszym angielskim wynalazkiem jest dla mnie cider i kultura pubowa. Jednym z najgłupszych - dwa kurki do wody. Ale przyzwyczaiłam się do bycia tutaj... przestałam się dziwić i podziwiać. A jednak można. Teraz inaczej spojrzę na mój Bristol :-)
Pozdrawiam!
www.martauk.blox.pl
Duś, te wiszące koszyki z kwiatami sa bardzo piekne i bardzo modne :) przynajmniej tu w uk
ReplyDeleteMarto, na pewno znajdziesz coś interesującego w swoim zakątku, chwyć za aparat, wybiegnij z mieszkania i szukaj ciekawych miejsc, a ja chetnie poczytam i pooglądam na twoim blogu ;) cidera to i ja lubię :) dla mnie to takie babskie piwo z bąbelkami
A ja cidera nie lubię... a dwa kurki do wody o których wspominała Marta to dla mnie totalne uprzykrzenie życia. Ale jest parę wynalazków brytyjskich, które są Ok, tylko... jakoś tak w tym momencie nic mi do głowy nie przychodzi, hehehehe:)
ReplyDeleteA wiesz, jedna w tych uroczych buzinek na ścianie to jak wypisz wymaluj mój były sąsiad!
Pozdrawiam cieplutko
o jakich wy dwóch kurkach do wody mówicie? takich przy kranie? no przecież zawsze były dwa kurki :P ciepła i zimna ;)
ReplyDeletedeZeal, fajny taki sasiad, o kamiennej twarzy ;)
No ale oni tu mają te kurki osobno, znaczy się po jedenj stronie zlewu czy też umywalki jest ciepła woda a po drugiej zimna. I albo Ci leci lodowata woda, albo wrzątek. A generalnie cywilizowane (hehehe) kraje to już mają te tzw. mixer taps:):):) Ja mam własnie w najbliższym czasie założenie mixer tapa i już się cieszę nieziemsko!!!!!
ReplyDeleteBuziaczki
Ach, więc o to chodzi ;) nie skojarzyłam od razu, szczerze powiem, że nie rzuciło mi się to w oczy, my w kuchni mamy normalny kran, a u dziadków musze pod patrzyć, być może te kurki są szeroko rozstawione ;)
ReplyDeletenatomiast co to wody, to zgodzę sie, u mnie w pracy mamy taki kran, z którego woda leci ukrop natychmiastowo, zaraz po włączeniu :) nie raz sie juz na to nabrałam.
za to w domu, musze czekać, aż mi sie gorąca nagrzeje :-/